Forum Dyskusyjne » Sesja przez forum Afterbomb Madness 1.0

    • 332 wpisy
    6 lipca 2014 11:28:22 CEST

    O cholera! Wsłuchuję się w głos tego mutanta. Chcę mieć pewność, że jest tylko on w środku tej jaskini. Podpełzam potem pomału do jej wylotu z Butcherem trzymanym miedzy przedramionami (jak snajper który czołga się ze swą bronią). Cały czas słucham tego co on tam mówi przez radiostację. Czyżby jakiś sojusznik? Bo chyba wrogich zamiarów nie wyczułem? Wydaje mi się, że może czekał na nas, daje mi do myślenia ta wzmianka o tym, że nas nikt nie ściga - tak nie mówi ktoś, kto MA NAS ŚCIGAĆ...Żadnych nieprzemyślanych, wrogich kroków nie podejmuję.

    • 1042 wpisy
    7 lipca 2014 12:30:27 CEST

    @Yorick - Ten osobnik na pewno jest sam. Widzisz nawet po pewnym czasie, gdy twój wzrok nawyknie do panującego w grocie półmroku, jego zgiętą sylwetkę. Siedzi obok jakiegoś pudła - to zapewne radiostacja. Cały czas mówi:

     

    - Tak to muszą być oni... Poznaję tych szmuglerów ze Wschodu, widziałem ich z pół roku temu w Vegas... No ile czekałem? Eh będzie z miesiąc... Tak, prosiłbym o uwzględnienie tego przy wyliczaniu zapłaty... Zaraz zobaczę... Tak, zamelduję...

     

    Chyba kończy rozmowę i zbiera się do wyjścia...

    • 332 wpisy
    8 lipca 2014 10:19:27 CEST

    Hoho no proszę ktoś jednak czekał na nas, badał szlaki, wypatrywał szmuglerów ze Wschodu z grupy znanej w Vegas... No, no... A ja myślałem, że wszyscy o nas zapomnieli. Miłe zaskoczenie. A propos zaskoczenia. Zrywam się na równe nogi, gnam do tego typka i po prostu niemal wpadam na niego, mierząc mu w bebechy z Butchera.

    - Ani kroku! - mówię - Bo odwiedzisz swoich poronionych starych w lokalnych zaświatach. Kim jesteś? Czemu nas obserwujesz? I kto za tym stoi? Masz pieć sekund na odpowiedź.. Cztery, trzy...

    • 1042 wpisy
    8 lipca 2014 16:51:40 CEST

    @Yorick - Mutant kompletnie zaskoczony wytrzeszczył na ciebie oczy i uniósł ręce.

     

    - Ej, ej... - mówi - Poczekaj koleś. Jestem Great Hump. Spokojnie. Poznaję ciebie, jesteś z ekipy Rix'a, tej co to miała się na Wschód przedzierać. Ja tu was szukam, czekam, wypatruję... Spoko, luzik, zaraz wytłumaczę... Mam w kieszeni, tej z przodu, zaszytą w podszewce legitkę. Potem obejrzysz. Jestem jakbyś pytał marshal'em. Tak, tak Antykryzysowa Agencja Dozoru. Gdy tylko sędzia Rix dowiedział się od tego grubasa, no jak mu tam... Mister Dee! Dowiedział się, że były problemy posłał nas, bo jeszcze paru kolesi was wypatruje, żebyśmy sprawdzili czy się wam udało i potem węszyli czy już was z powrotem nie przywiało. Bo wiecie, super że sobie radzicie, ale paskudnie by było, gdyby was w drodze powrotnej załatwili. Już słyszałem, że ktoś walnął Orne'a. Niech zgadnę - wy, prawda? Tak, tak w Battle niezły bajzel. Wypatrywałem czy was nie gonią, ale chyba spokój macie. Mam wam służyć za pomoc, przewodnika i wsparcie...

     

    Gada szybko, nieskładnie, ale chyba szczerze. Paskudny z wyglądu, ale czy marshal musi być koniecznie piękny i elegancki jak jakiś ciotowaty vocal?

    • 332 wpisy
    9 lipca 2014 09:45:28 CEST

    - Dobra - mówię - Bierz tą radiostację i idziemy na dół. Tylko łapki trzymaj na widoku i bez sztuczek!

     

    Trzymam go na muszce, nie zbliżam się do niego zanadto, słowem bardzo uważam. Sprowadzę go do samochodów, żeby pogadała z nim Alice. Mam też nadzieję, że wrócą Doc i Fucker i też z nim parę słów zamienią. Nie chodzi o to, że uważam go od razu za szpiega jakiegoś, tylko wiem że trzeba być cholernie ostrożnym. 

    • 1042 wpisy
    10 lipca 2014 09:36:50 CEST

    @Yorick - Trzymając na muszce tego dziwacznego osobnika, dźwigającego pokaźną skrzynkę radiostacji, ruszyłeś w dół zbocza. Twój "quasimodo" nie wyczynia żadnych głupich sztuczek. Porusza się nadzwyczaj sprawnie, imponować może też jego niesamowita siła. Gdy tylko zeszliście ze wzgórz i dotarliście do samochodów szmuglerzy ruszyli wam na spotkanie. Zauważyłeś też że Alice od razu zerwała się na równe nogi i szybkim krokiem podążyła za nimi. Jeszcze chwila i możesz odpocząć w cieniu jednego z samochodów i napić się wody z podsuniętej ci manierki. Twój paskudny marshal położył radiostację na ziemi i wdał się w dyskusję z Alice coś jej zawzięcie przedkładając. Wyciągnął rzeczywiście coś spod podszewki - jakiś czworokątrny przedmiot. Alice obejrzała go, po czym dyskretnie skinęła ci głową. Zrozumiałeś ten znak - "wszystko w porządku" - to chciała ci przekazać...

     

    @Wszyscy - Dzień ciągnie się w nieskończoność, upał daje się we znaki, Doc i Fucker nie wracają. Dopiero późnym popołudniem, gdy robi się nieco chłodniej, jeden ze szmuglerów krzyczy coś i wskazuje ręką trzy wolno zbliżające się sylwetki. To wasi towarzysze, którzy, jak to zwykle oni ruszyli na bardzo daleki spacerek w rozpaczliwym poszukiwaniu paliwa... Na szczęście niosą jakąś sporą, brudną beczkę. Ledwie idą, ale uparcie zdążają w waszą stronę. Nie macie pojęcia jakim cudem ci cwaniacy zawsze są w stanie znaleźć kogoś, kto opyli im nader cenne paliwo... No cóż są szmuglerami - jak to się mówi "zęby zjedli" na tego typu szaleńczych wyprawach... Mają nosa - i zapewne sieć sowicie opłacanych pomocników o których wcale nie muszą wam przecież mówić...

    • 332 wpisy
    10 lipca 2014 10:34:49 CEST

    No muszą mieć sieć kontaktów, szpiegów, punktów zaopatrzenia :) W końcu to szmuglerzy - od lat odbywają co jakiś czas niebezpieczne podróże przez pół kontynentu musieli sobie to wyprcować.

     

    Jeszcze nim dojdą do nas zdążę pogadać szybko z Alice. Chcę się dowiedzieć na ile zweryfikowała naszego paskudnego marshala, kim jest i co tam się dowiedziała. A potem zatankować i migiem na południe przez pustkowia - do Vegas !!!

     

    • 1042 wpisy
    10 lipca 2014 16:06:02 CEST

    @Yorick - Alice uśmiechając się lekko mówi:

     

    - Tak, to ewidentnie marshal, choć wygląda jak wygląda... Pokazał mi co trzeba, jest w porządku. Aż mi trudno uwierzyć, że taką pokrakę - tu ściszyła głos do konspiracyjnego szeptu - przyjęto do Agencji... Ale jest to chyba dobry patent. Nikt nie domyśli się, że to marshal dopóki on sam się nie przyzna. W zasadzie działa jak agent...

     

    Roześmiała się nawet, ale szybko spoważniała.

     

    - Sporo mi powiedział - kontynuuje - Rix nie miał was jak cofnąć. Dla mnie to lepiej, ale mieliście wiele szczęścia... Orne został wynajęty i to za sporą sumkę. Ponoć maczał w tym palce jakiś wpływowy koleś z Konfederacji, powiązany jakoś z tą hołotą z Azylu. Mam tu na myśli tamtejszych Selekcjonerów. Konszachty z Ornem świadczyć mogą, że chodzi tu być może o handel ludzkim towarem. Na dużą skalę. No i szczególnym towarem... Wszystko w Vegas się wyjaśni...

    • 1042 wpisy
    11 lipca 2014 09:38:43 CEST

    PS.

    @Wszyscy - Doc i Fucker od razu zajęli się rozmową z Alice i paskudnym mutantem z radiostacją, którego przyprowadził ze wzgórz Black Wolf. W tym czasie szmuglerzy szybko i sprawnie zaczęli napełniać baki samochodów. Żaden z nich nawet nie zająknął się na temat tego skąd ich szefowie wytrzasnęli beczkę benzyny na samym środku pustkowia. Co jakiś czas jednak uśmiechają się do siebie porozumiewawczo... Nie ulega wątpliwości, że wybierane przez nich trasy są po prostu naszpikowane zakamuflowanymi punktami kontaktowymi, w których mogą liczyć na wsparcie w postaci paliwa, części zamiennych, zapewne też wody, żywności czy po prostu informacji... Zaczynacie z wolna dostrzegać całą tą rozbudowaną, tajną siatkę, której celem jest umożliwienie przerzutu osób lub cennych przesyłek przez pogrążonych w chaosie apokalipsy kontynent...

     

    Wyruszyliście po zachodzie słońca. Księżyc daje jasne światło, na niebie żadnej chmury, jedzie się naprawdę dobrze. Zwłaszcza, że jest zdecydowanie chłodno, co jest miłą odmianą po dziennym skwarze. Jedzie z wami ów dziwaczny osobnik, który przyszedł z Black Wolfem - paskudny olbrzym z radiostacją. Co jakiś czas wymienia szeptem jakieś uwagi z Alice.

    Do rana, robiąc po drodze ze trzy tylko postoje, dojechaliście, jadąc wzdłuż podnóża gór Sierra Nevada, których pokryte zielonymi lasami stoki macie stale po prawej stronie, aż do wielkiego, otoczonego przez wyniosłe, ostre wierzchołki skał jeziora.

     

    - Walker Lake - zakomunikował jadący z wami mutant - Sądzę, że tu zatrzymamy się na odpoczynek...

     

    Miał rację... Wasze samochody zatrzymały się a szmuglerzy, z karabinami w rękach, wysiedli, bacznie rozglądając się po okolicy. Dwóch od razu ruszyło z wiadami po wodę - o dziwo czystą, krystalicznie przejrzystą i bardzo zimną. W oddali na brzegu jeziora widzicie jakieś budy sklecone z blachy i mini osadę przyczep kampingowych i kamperów. Tu żyją już jacyś ludzie - ponure pustkowia są już za wami - owszem daleko jeszcze do "cywilizacji" - do grzesznego, upojnego Las Vegas i Tamy Hoovera, ale wasza podróż zbliża się już wyraźnie ku końcowi... Co za ulga oddychać powietrzem Nevady! Wszędzie paskudnie - ale w domu nieco mniej jakby nie było...

     

     

     

     

    • 332 wpisy
    16 lipca 2014 13:03:46 CEST

    Tak w ogóle to bym sobie kiedyś (może w przyszłym wcieleniu?:P) pojechał do Nevady i  obejrzał to na własne oczy... No nic marzenia...

     

    Zadowolony z tego, że po raz pierwszy od dawna widzę tyle wody od razu idę się obmyć w tym jeziorze. Dla mnie jest jak morze po prostu. Po drodze podpytam Doca i Fuckera o to, kto tu mieszka i jak jeszcze daleko do Vegas - czyli w ile dni dojedziemy. No i co z paliwem...

    • 1042 wpisy
    18 lipca 2014 19:37:30 CEST

    @Yorick - Tak jezioro jest wielkie - jak morze niemalże... I ta woda! Czysta, chłodna, niezmącona... Raj na ziemi. Z radością zażywasz kąpieli.

     

    - Co to za jedni? - mruknął Doc, patrząc na odległą osadę przyczep kampingowych i kamperów - Mówią na nich "Wodniacy". To tutejsi, że tak powiem... Ludzie, którzy przybyli tu przed laty, założyli rodziny, wrośli w tą ziemię i twardo bronią swej niezależności. Nikomu nie zabraniają korzystać z wody, ale gdy tylko ktoś na ten przykład jakieś syfy wlewa do jeziora albo chce ich ograbić od razu robią mu piekło. Są bardzo zdesperowani, nieźle wbrew pozorom wyposażeni i uzbrojeni po zęby. A wszystko dlatego, że rozwożą wodę... Tak, handlują nią jak Cysterniarze paliwem. Mają parę takich beczkowozów i wyprawiają się daleko w głąb pustyni, docierają do izolowanych osad i sprzedają tam tą czystą, nieskażoną wodę. Za amunicję, broń, części zamienne... Niezły biznes wierz mi. Wielu ludzi żyje w cieniu dawnych kompleksów wojskowych i baz - w końcu to Nevada, przed wojną było tu tego od cholery. Mają fajne bunkry, amunicję, ale brak im czystej wody a często nie mają sprawnych pojazdów. "Wodniacy" są jak akwizytorzy z dawnych czasów - do domu ci przywiozą to czego potrzebujesz. Wygodnie ale troszkę uzależnia... Mają stałych klientów, którzy tak już do tego nawykli, że bez ich beczkowozów życia sobie nie wyobrażają.

     

    - Czasem jakieś gnojki naiwne chcą zawłaszczyć ten teren - włączył się Fucker - Korsarze, sowieccy maruderzy... Eh, żebyś ty widział jakie tu bitwy się stacza o wodę! No ale Doc słusznie zauważył, że tutejsza milicja jest znakomita i bardzo sprawna. Spokojna głowa teraz też nas pewnie obserwują i gdybyśmy im podpadli mielibyśmy niezły problem. Co do Vegas... No jak dobrze pójdzie w dwie doby dojedziemy. A o paliwo się nie martw - damy radę!

     

    Popatrzyli na siebie porozumiewawczo jak dwaj konspiratorzy z przedwojennego filmu o szpiegach i asach wywiadu. Po czym jak na komendę uśmiechnęli się szelmowsko do ciebie...

    • 332 wpisy
    20 lipca 2014 14:50:19 CEST

    Z pewną zazdrością patrzę na tą osadę kamperów i przyczep - tak muszą się tu twardo bronić, ale co za lokacja! Tyle wody! Pełna niezależność od Unii, Wendetty od świata w zasadzie. Oczywiście okupiona stałą gotowością do walki z intruzami - no ale tak już jest w naszym kochanym apokaliptycznym piekiełku.

    Nabieram wody do manierki, oczywiście nie tam gdzie się myłem (:)). Idę też zwyczajowo na obchód terenu, ale wydaje mi się, że tu akurat będziemy mieli spokój.

    • 1042 wpisy
    21 lipca 2014 21:07:30 CEST

    @Yorick - Tak - tu jest spokojnie. Naprawdę jakbyś znalazł się w innym świecie. Raz i drugi między kamieniami pokrywającymi fragmenty brzegu jeziora mignęły ci sylwetki ponurych mężczyzn z karabinami, w brunatnych kombinezonach, z lornetkami ostentacyjnie wiszącymi na piersiach. To obserwujący was członkowe tutejszej milicji - samoobrony... Nikt was nie atakuje, nawet wam złego słowa nie powie, ale rzeczywiście cały czas jesteście pod baczną kontrolą.

     

    @Wszyscy - Późnym popołudniem wypoczęci i z uzupełnionymi zapasami wody ruszyliście dalej. Stara autostrada ciągnie się na południowy wschód, co jakiś czas tylko lekko skręcając, by wyminąć jakieś pasmo ponurych wzgórz. Po prawej cały czas macie góry - po lewej szarobrunatną, ciągnącą się po horyzont pustynię. Chmury kłębią się nad wami, ale jest sucho, duszno, pyliście... Po prostu Nevada... Na noc stanęliście w Tonopah - sporej, na wpół tylko zrujnowanej osadzie, kontrolowanej przez Unię Handlową. Sporo tu pubów i sklepików, między domostwami gdzieniegdzie dostrzec można a to jakąś furgonetkę a to kilka pchanych przez zdyszanych ludzi wózków. Gdzieś dalej słychać warkot motorów, płoną jakieś ogniska, przemykają chwiejące się na nogach wrzeszczące sylwetki. Typowa osada handlowa, na skrzyżowaniu szlaków, w cieniu gór, przecinających kilkoma pasmami ten rejon stanu. Tak, tu czuć już "cywilizację" - ewidentnie jesteście coraz bliżej Vegas...

    • 332 wpisy
    23 lipca 2014 09:16:22 CEST

    Zbliżamy się już do epilogu i ja chcę do tego epilogu dotrwać :) Nigdzie się nie oddalam, noc spędzam w furgonetce. Mam jeszcze trochę jedzenia no i wodę z tego jeziora. Tonopah to dla mnie znacznie mniejsza atrakcja niż jezioro - tylko zwykła, jedna z wielu upadłych dziur pod nadzorem Unii. Amo nie mam to i żadnych wypadów nie robię bo i po co.

    • 1042 wpisy
    23 lipca 2014 10:20:12 CEST

    Owszem czas kończyć :) Zbliżamy się do epilogu - chciałem symbolicznie 4 lipca zakończyć ale nie wyszło... Opiszę jeszcze waszą podróż do Vegas i spotkanie z Rix'em kończące wyprawę - to będzie ten epilog  :)

    • 1042 wpisy
    24 lipca 2014 00:08:23 CEST

    EPILOG

     

    Do Vegas dotarliście pod wieczór następnego dnia. Dobra, stara autostrada stanowa nr 95,  zbudowana dosłownie tuż przed wojną, okazała się w miarę dobrą i przejezdną drogą. Nieco ponad 220 mil przejechaliście w zaledwie dwanaście czy czternaście godzin! To się nazywa cywilizacja - nie ma to jednak jak Nevada... Już z oddali powitały was wystające ze zwałów burego piachu kikuty zrujnowanych wieżowców. Dostrzegliście od razu mnóstwo pojazdów zmierzających ze wszystkich stron do pięknego i złowrogiego zarazem Miasta Grzechu. Do waszych uszu dotarły dźwięki muzyki, warkot silników, słowem cały ten zgiełk przedmieść otaczających pilnie strzeżone, skryte za liniami zasieków i posterunków, błyskające neonami, wiecznie tętniące życiem centrum... Świat może konać, apokalipsa trwać w nieskończoność, pustynia napierać  - ale TO MIASTO trwać będzie zawsze! Las Vegas - legenda waszego świata... Miasto Grzechu...

     

     

     

     

    Sędzia Dozoru Edward Rix przyjął was w swej tak dobrze znanej wam siedzibie, w gabinecie, w towarzystwie szeryfa Hammerhead'a. Tym razem w jasnym, letnim garniturze,w drobne prążki... Na widok Alice aż uniósł się ze swego fotela. Podszedł do niej, podał jej rękę i odprowadził na bok - na dobre dziesięć minut oboje zajęli się ożywioną, choć naturalnie prowadzoną niemal szeptem rozmową. Hammerhead mrugnął do was porozumiewawczo i wyszczerzył zęby w uśmiechu. Skinął głową Doc'owi i Crazy Fucker'owi. Wreszcie Rix zwrócił się w waszą stronę. 

     

     - Nie wiem jak wam dziękować - zaczął - Każdy z was otrzymam naturalnie CAŁĄ, ustaloną wcześniej zapłatę. Niech to będzie waszą rekompensatą za straty i za to co przeszliście. Doprawdy misja samobójcza... A wy wracacie i to z naszą agentką, wyrwaną z Krypt, z czeluści wschodniego Azylu! No panowie - tak rodzą się legendy Ameryki! Słyszałem też, że zlikwidowaliście Vincenta Orne'a... No, no a zatem mimo jego wpływów i pozycji nie uniknął tego, na co od dawna sobie pracował... Był narzędziem. Narzędziem bardzo groźnym - w rękach osoby z elit władzy Konfederacji, której nie w smak jest samo istnienie naszej Agencji. Ale to inna sprawa... Bywa, że ktoś kto mieni się "Ojcem" jest bardzo wyrodnym rodzicem dla swych "dzieci"... Pamiętajcie macie w nas sojuszników. No i ewentualnych pracodawców na przyszłość. Antykryzysowa Agencja Dozoru nie zapomina o ludziach, którzy wsparli ją tak skutecznie. I z takim oddaniem swej misji... Jeszcze raz gratuluję!

     

    Na jego zwykle tak ponurej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Wiecie, że zyskaliście sobie sojusznika - potężnego i  wpływowego... No i hojnego! Tysiąc amo na głowę! Wielu ludzi oddałoby za połowę tego własne życie - po to, by ich bliscy przez wiele miesięcy nie bali się głodu... Za oknem błyszczą światła spelun i burdeli, gdzieś daleko dostrzec można mrugające neony i dachy budynków ciągnących sie wzdłuż Las Vegas Strip... Przed wami uroki tego bulwaru. Stać was! Stać was na dobre trzy dni szaleństw w sercu Miasta Grzechu!

     

    To jest naprawdę piękny dzień... Najlepszy chyba w waszym trudnym życiu. Amerykański sen  trwa nadal - jak Ameryka. I apokalipsa...

    • 332 wpisy
    24 lipca 2014 12:57:51 CEST

    Osobiście bawiłem się bardzo dobrze, cieszę się że poznałem pewną, nader fajną wizję świata AM. Sądzę, że sam pomysł łączący Zachód ze Wschodem czyli to co jest w podręczniku i Combat Zone z tym co jest w Hard to Kill jest bardzo fajny i do wykorzystasnia  u nas na sesji - na pewno wspomnę o tym mojemu MG. Przejachaliśmy jak Lewis i Clark cały kontynent, poznaliśmy fajne lokacje i BNów - warto było :) Pozdrawiam

    • 1042 wpisy
    27 lipca 2014 10:41:37 CEST

    Starałem się realizować w jakimś stopniu to co w lutym-marcu robiłem w formie kampanii z moją drużyną - naturalnie bardzo wszystko spłyciłem a niektóre wątki pominąłem. Tak czy siak bawiłem się bardzo dobrze. Jakbym jeszcze raz przerabiał to przy czym bardzo dobrze bawiliśmy się parę miesięcy temu  ;)

     

    PS. Spróbuję, jak uporam się z remontem, opisać moje pewne uwagi i przemyślenia a propos sesji na blogu.

    • 124 wpisy
    1 sierpnia 2014 19:45:53 CEST

    Witam. Korzystając z tego, że akurat siedzę przy kompie Tomasza pozwolę sobie dopisać tu kilka zdań - teraz mogę, bo już skończona gra.

    W kampanii, której uproszczoną wersją było to PbF brałem udział - wyszła znakomicie. Z przyjemnością śledziłem, gdy tylko mogłem sesję forumową, obserwując jak Wy z kolei reagowaliście na konkretne sytuacje - nie ukrywam, było to ciekawe doświadczenie; inne postacie, inne podejście, inna koncepcja w odniesieniu do bardzo wielu elementów. Wszystko nieco inaczej - a w znajomych, sesyjnych realiach. W chwili obecnej sam przymierzam się, by poprowadzić tą kampanię z lekkimi modyfikacjami mego pomysłu, zachęcam więc innych, wspominanych wyżej MG, by i oni próbowali. Pomysł jest niezły, PbF może być i inspiracją i poniekąd "gotowcem" - warto spróbować przenieść się na Wschód USA, by z tamtejszego Azylu ratować agentkę Alice  :)

    Na marginesie - gratuluję aż 365 postów i tak długiej gry!

    • 1042 wpisy
    3 sierpnia 2014 13:58:18 CEST

    Staraliśmy się jak mogliśmy i było chyba OK  :) Też zachęcam gorąco (jeszcze raz:)) do tego, by wyprawiać się ze swymi drużynami na Wschód, nader sugestywnie opisany w dodatku Hard to Kill - jest tam nie tyle "ciekawiej" czy "fajniej" ile po prostu inaczej niż na Zachodzie USA, znanym z podręcznika i Combat Zone. Dla mnie jest to super odskocznia, gdy lekko znużymy się już naszą ulubioną Nevadą, Kalifornią i okolicami...

    • Moderator
    • 284 wpisy
    6 sierpnia 2014 09:16:39 CEST

    Gratuluję ukończenia sesji! Ogromny szacun dla każdego uczestnika i odrębnie dla Weterana, który naprawdę niesamowicie wykazał się opisując kolejne okoliczności i położenie postaci. Jestem pod wielkim wrażeniem. Jeszcze raz gratuluję i dziękuję za możliwość obserwowania wypadków dzięki grze PbF

    • 1042 wpisy
    6 sierpnia 2014 11:52:12 CEST

    A dziękuję serdecznie w imieniu własnym i uczestników naszej zabawy  :)

    • 1042 wpisy
    11 czerwca 2017 22:28:54 CEST

    PS. Kto by pomyslał że już niedługo miną 3 lata (!) od zakończenia tej heroicznej sesji :)
    Czytam to z wielką  przyjemnością - moim zdaniem była to jedna z lepszych znanych mi sesji PbF - po pierwsze i długa i logiczna, po drugie zakończona sensownie, po trzecia naprawdę sporo wnosząca do wizji świata (nie chwaląc się znam ludzi, którzy stąd brali pomysł na swe sesje czy opis jakiejś lokacji). Było godnie i super i cieszę się że mam takie wspomnienia.